Posłuchaj zanim postanowisz – czyli wrażliwa diagnoza

Z biegiem lat, kiedy człowiek osiąga większą dojrzałość, i lepszą świadomość własnych potrzeb i ograniczeń zmieniają się nam priorytety. W wieku dwudziestu kilku lat nie zaprzątamy sobie głowy problemami które nas jeszcze nie dotyczą. Jest to absolutnie zrozumiałe i ciężko od młodego człowieka wymagać pewnego pragmatyzmu w podejściu do treningu, uwzględniającego tego że ciało się może zużyć się szybciej niż będziemy go używać. Abstrakcyjne targety wyznaczane przez popkulturowe wzorce mieszają niestety również dojrzałym ludziom w głowach. Zamiast przeprowadzić identyfikację ograniczeń w ciele i w głowie, ludzie stawiają sobie za cel tylko schudnięcie. Cała reszta jest marudzeniem, kwękaniem, pękaniem, pieszczeniem się ze sobą.

Otóż jestem zdania, a moje obserwacje i doświadczenie wydają się to potwierdzać – że nie ma osoby bliższej nam samym niż…my sami.

Logika działa nieubłaganie, tak jak fakt że treningi personalne to nie tylko ekskluzywny osobisty łomot i ćwiczenia dopasowane do potrzeb – np. dużo ćwiczeń na pośladki żeby ujędrnić tyłek, czy więcej sztangi na ławce bo klata do poprawy, itp.

Personalność to osobistość relacji. Z jednej strony budowanie relacji opartej na wzajemnym szacunku, a przy tym identyfikacja pojedynczych potrzeb dnia w konfrontacji do planu długoterminowego, z drugiej nadawanie spotkaniom (bo to są przede wszystkim spotkania) bodźców wykraczających poza urozmaicanie treningu nowym zestawem ćwiczeń. Trening personalny to element który jest narzędziem do efektywnego przywracania równowagi, regulacji, oraz stymulacji zmian które znajdują się na ścieżce treningowej jaką zdecydowaliśmy się podążać.

Piszę „my” ponieważ to wspólna decyzja trenera i ćwiczącego, a właściwie jest to propozycja trenera okraszona wyjaśnieniem i świadoma decyzja ćwiczącego. Często osoby decydujące się na trenera, weryfikują jego poczynania w sposób ciągły lub też wpływają na dobór ćwiczeń i podejścia w taki sposób aby był on wygodny a nie niósł pozytywne zmiany. Oczywiście to kwestia wyboru na jakie relacje godzimy się na treningach, ale taka relacja nie niesie ze sobą ani dobrej energii ani też nie przynosi efektów.

Odnosząc się do początku tego tekstu, chciałbym zwrócić waszą uwagę na specyficzny sposób weryfikacji krótkookresowych celów treningowych. Co więcej, uważam go za kluczowy i wyjściowy, etap aby można było iść na przód, a może przede wszystkim ruszyć

Człowieka możemy podzielić na ciało i „głowę” rozumianą jako umysł oraz jego stan emocjonalny. Punkty wyjścia problemów wynikają albo z ciała albo z głowy. Echa tych problemów oczywiście krążą po tym układzie dwóch zmiennych, ale początek zazwyczaj jest w jednym z nich.

Kwestia dotarcia do niego to element pracy trenera personalnego i ocena jego efektywności w jednym. Chcąc maksymalnie uprościć taką diagnozę, można podzielić ciało i umysł na dwa rodzaje zakłóceń. Niech to będą dwa bieguny z których każdy nie powinien znajdować się zbyt blisko środka. Jak tyczka linoskoczka.

Problemy ciała można sprowadzić do:

A – NIEDROŻNOŚĆ

B – PRZECIĄŻENIE

Natomiast problemy umysłu na:

I – NADAKTYWNOŚĆ

II – BRAK INTEGRACJI

Zbyt długie trwanie przy granicy z jednym z tych krańców daje trwałe zaburzenie równowagi w człowieku i przynosi szereg kolejnych dolegliwości wzajemnie niestety się nakręcających – jak pijany zespół metalowy (hehe).  Czyli trzeba zacząć od tego – kto przyniósł alkohol…? Wybaczcie to frywolne porównanie, ale szukamy zapalnika reakcji łańcuchowej – czyli rozbrajamy bombę.

 

Nadaktywna głowa, będzie szkodzić ciału jeśli nie dostanie ważniejszego zadania, na którym będzie się musiała skupić całkowicie. Ciało będzie używane w mało ergonomiczny sposób, nieharmonijny i chaotyczny, szarpany, zupełnie jak oddech.

Zamęczanie ciała dodatkowymi powtórzeniami lub ciężarem, mija się z celem w tym wypadku. Nie dość że umysł nie odpoczywa, to jeszcze wykańczamy ciało. Oczywiście w krótkiej perspektywie około treningowej to może pozornie „robić robotę”, hormony wystrzelą, ale później z dwóch stron nadejdzie rachunek.

Na ratunek przyjdą tu ćwiczenia koordynacyjne, wymagające równowagi i ciągłej uwagi (monitorowania) sytuacji ciała.

Brak integracji, w pierwszej chwili o dziwo może być podobny w obserwacji do „nadaktywnej głowy”. Ale tutaj mówimy raczej o głębokim zamyśleniu, bujaniu w obłokach w oderwaniu od ciała. W tym wypadku z kolei ćwiczenia na równowagę będą jak „kulą w płot”. Będzie to zadanie zbyt abstrakcyjne i trudne. W tym wypadku większa ilość powtórzeń i zwiększanie ciężaru w miarę stabilnym środowisku ściągną myśli do odświeżenia szlaków między głową a ciałem, nadadzą wigor i chęć uczestniczenia w funkcjonowaniu ciała na bieżąco. Mamy pacjenta z powrotem!:)

Niedrożność ciała, to znieruchomienia, unieruchomienia trwałe wynikające z traum fizycznych (kontuzji, operacji, urazów), to brak łączności pomiędzy lewą i prawą stroną oraz górą i dołem ciała. Często sytuacje takie nie są do naprawienia, są do poprawy a ich skutki do regularnego niwelowania. Stwarzanie okoliczności dla ciała aby odzyskać nić połączenia, niwelując punktowe napięcia powinno w dużej mierze wykorzystywać grawitację oraz pozycje rozciągająco-rozluźniające nie tworzące silnego dyskomfortu. Rolowanie ciała do spółki z rozciąganiem, odtwarzanie wzorców ruchowych poprzez ćwiczenia funkcjonalne, taka recepta szybko odniesie swój pozytywny skutek. Pamiętajmy jednak żeby z wyjątkową delikatnością obchodzić się z rozciąganiem, aby łączyło się z obszernym wygodnym oddechem. Niedrożność jest osłabieniem, a przy osłabieniu łatwo przeciążyć.

Przciążenie daje w efekcie brak drożności, ale najważniejszym elementem w tym wypadku będzie efektywne rozluźnienie. Mimo iż przeciążenie często dotyczy konkretnej okolicy należy iść od góry do dołu, aby efektywnie wpłynąć na poprawę danej partii ciała. Duży nacisk na ćwiczenia oddechowe usprawni regenerację, a odpowiednia modyfikacja planu treningowego będzie stymulować poprawę i rozwój.

Każdy z tych elementów jest najważniejszy jeśli ma miejsce. To jest pierwszy punkt od jakiego należy zacząć pracę z człowiekiem jeśli chcemy mu pomóc. Jeśli nie ma problemu, to super, ciśniemy targety, bez falstartów.

Im człowiek bardziej doświadczony życiowo tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia powyższych objawów. Istotne jest abyśmy nie lecieli z programem kiedy nie mamy jasności w rozpoznaniu sytuacji. Dajmy sobie czas na podjęcie decyzji, taka obserwacja może przynieść fantastyczne rezultaty

Przecież w końcu „lepiej reanimować niż ćwiczyć trupa”,  -https://tluszczwnormie.wordpress.com/2018/04/15/lepiej-cialo-reanimowac-niz-cwiczyc-trupa/

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s